wczoraj
czyli radosny czwartek
Rano ciężko nam się wstawało, oj ciężko. Ja
spałam cztery godziny, córcia zaledwie dwie. Szybka kawa, papieros i w
drogę.
Kwiaty zapakowane, notatki w garści. Pora na ostatni
egzamin. Stress zżera, nerwy żołądek w supeł zawiązują. Tak jak matka kiedyś,
tak córcia teraz źle znosi konieczność stawania przed komisją. O ile prostsze
były egzaminy pisemne.
No, ale wszystko dobrze się skończyło, nawet bardzo
dobrze :)
Na odebranie dyplomu musi trochę poczekać, na razie
fakt, że nie zmarnowała pięciu lat upamiętniają jej ulubione słoneczniki :)
Dziękujemy wszystkim za trzymanie kciuków, wspierające
komentarze, maile i smsy przed, oraz gratulacje i wyrazy radości po :)
I tym optymistycznym akcentem pożegnam się na czas
jakiś, bo zlecenia czekają a czas goni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz