gapowe się płaci ... nie zawsze ;)
Przedświąteczną niedzielę rozpoczęłam od odwiedzin
grobów bliskich. Na Wólce trochę się
zeszło, bo groby trzy, a odległości między nimi w kilometrach trzeba liczyć. Do
Matuś na Bródno dotarłam więc już po czternastej, w niezłym korku stojąc. Przy wjeździe
na parkingi tablice z obwieszczeniem, że miejsc wolnych brak. Zostawiłam więc
samochód na ulicy, jak się okazało na zakazie parkowania, którego nie
zauważyłam bo nie za znakami się przecież rozglądałam. Po powrocie za
wycieraczką zastałam wezwanie do Straży Miejskiej. Takie wykroczenie zagrożone
jest karą 100 zł plus 1 punkt karny. Dowiedziałam się o tym już w czasie wizyty
w ich siedzibie, która zresztą, ta siedziba, sąsiaduje z moim domem. W rozmowie
z panem, który mi wezwanie wypisał okazałam skruchę sugerując gapiostwo i
pomroczność jasną, obiecałam poprawę i
zadeklarowałam, że mandat w ramki oprawię i na ścianie powieszę, bo to mój
pierwszy będzie. Pan na mój słowotok wzdychał i oczy do nieba wznosił, ale z
ciężkim sercem zadowolił się upomnieniem z pouczeniem, w czym nastrój przedświąteczny
miał swój znaczący udział. Trochę wymuszony, ale miły niespodziewany prezent
pod choinkę dostałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz